5/06/2017

Rozdział 11

24. grudnia

Melissa
Coroczne święta odbywały się w moim rodzinnym Durach. Akurat sobie umyśleli... W tym roku przynajmniej pozytywem i motywacją do spędzenia tu dłuższego czasu jest Turniej Czterech Skoczni. Oczywiście, chodziło się za młodu. A raczej dopóki mieszkał z nami tata. Później mi to niesamowicie zbrzydło. A szkoda, bo może poznałabym ciekawych ludzi dużo wcześniej. Obiecałam Karlowi, że chociaż w Oberstdorfie się pojawię. Lotta też upiera się, że pójdzie ze mną, więc będę miała więcej niż mniej bawienia się w opiekunkę. Jak gdybym tego nie robiła przez dużą część czasu spędzonego z moją siostrą...
Postanowiłam, że muszę się wybrać na świąteczne zakupy. To już ostatni dzwonek, w końcu jest 23 grudnia. Muszę wybrać coś dla domowników, ale też dla Geigera. Bianka i Ruth już dostały swoje upominki, a ja nie zostawię mojego jedynego przyjaciela płci męskiej bez prezentu.
Mama pożyczyła mi samochód, więc swobodnie mogłam pojechać do centrum. Parę drobnych sklepów na tym zadupiu mamy, chociaż tyle.
Poddałam się chwili konsternacji nad tym, co może być odpowiednim prezentem... Nawet nie spodziewałam się, jak trudny może być wybór prezentu dla faceta. No bo co ja mu kupię?

Bluza? Ma ich dużo.

Kubek? Oklepane.

Płyta? Blisko, choć to jeszcze nie to...

No myśl, Melissa geniuszu.

W pewnym momencie moją uwagę przykuła FIFA17, zaraz na wystawie witrynowej. Przecież to będzie absolutny hit! Weszłam szybko i kupiłam jeden egzemplarz. Kamień spadł mi z serca, bo prezenty dla reszty już nie będą niczym trudnym w porównaniu do tego. Jakieś drobiazgi, ale przydatne. No i wszyscy zadowoleni.




Geiger
Wigilia. Wyjątkowy dzień, jedyny taki w roku. Magia tego święta niby powala, ale nie mogłem w tym roku w to wszystko się wpasować... Jakoś nie uśmiechało mi się odgrywać pięknej roli dobrego synka mamusi i tatusia, ale jak mus to mus. Zapakowałem starannie prezenty, by mogli udać choć ciut zaskoczonych. Verena, gdy tylko zobaczyła, że siedzę bezrobotny na kanapie, to momentalnie znalazła mi zajęcie.
- Karle, przecież jest tyle rzeczy do zrobienia, a Ty się obijasz... Nakryj chociaż do stołu, bo Luci wypatruje pierwszej gwiazdki.
Kiwnąłem tylko głową bez przekonania i powlokłem się do kuchni po naczynia i sztućce. Szybko poszło, więc aby siostra nie miała pretensji, uciekłem do swojego pokoju. Rozłożyłem się na łóżku i westchnąłem głośno. Pasuje komuś wysłać życzenia.
Do: Meli
"Wesołych Świąt, maluchu! Spędź je dobrze, ale nie przejedz się, bo w drugi dzień świąt musisz mieć miejsce na ciut jedzenia od mojej mamy. Do zobaczenia :*"
Zrobione. Teraz z czystym sumieniem mogłem iść świętować. Przebrałem się w elegantszą koszulę i zszedłem na dół. Na szczęście ostatni przy stole nie byłem. Wygrałem wyścig z Luci, która właśnie w podskokach wracała z podwórka, by oznajmić nam fantastyczną nowinę - pierwsza gwiazdka już świeci! Zrobiła dość złowieszczą minę, ale co ja się będę bał 8 latki? Mama od razu nas skarciła, bo tata zaczął się robić głodny. Dopiero po grzecznej modlitwie pozwoliła nam zasiąść do stołu i pałaszować jej przysmaki. Co jak co, ale jej kuchnia była moją ulubioną. Może trener Schuster nie będzie zły, jak zjem jedno ciastko więcej. 


26. grudnia

Melissa

Stanęłam przed drzwiami domu Państwa Geigerów. Trzęsącą się dłonią nacisnęłam dzwonek. Spokojnie, dasz radę. Na moje szczęście otworzył Karl i chwała mu za to. Nie miałam ochoty od razu zostać rzucona na pożarcie smokowi jego mamie. Z jego opowiadań wydawało mi się, że jest to wyniosła kobieta, kochająca rodzinę ponad wszystko. Nie pomyliłam się ani trochę.
- Wejdź - powitał mnie szelmowskim uśmiechem i zaprosił do środka, pomagając zdjąć mój płaszczyk.
Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam kilka kroków w przód.
- To jest Melissa, moja przyjaciółka.
- Dzień dobry - powiedziałam, nieco speszona.
Podeszłam do Frau Geiger i dałam jej kwiaty, a Herr Geiger otrzymał butelkę wina. Wydawał się o wiele bardziej serdeczny niż żona. Po chwili podeszła do mnie drobna dziewczynka.
- Cześć, mam na imię Luci! - podała mi rękę, obdarzając przesłodkim uśmiechem.
Wręczyłam jej czekoladę, za którą zostałam niespodziewanie przytulona. Byłam zaskoczona, ale odwzajemniłam jej przyjazny gest.
- Vereny dziś niestety nie ma, pojechała do swojego chłopaka - szepnął do mnie Karl, gdy zasiadaliśmy do stołu.
Kiwnęłam lekko głową.
- A więc Melisso, czym się zajmujesz na codzień? - spytała jego mama, nakładając mi ciasto.
- Studiuję zarządzanie, na LMU*.
- Co planujesz w przyszłości?
Męża, dzieci i bandę kotów.
- Nie wiem jak się wszystko potoczy, ale myślałam nad pracą w jakiejś większej organizacji, jeśli uda mi się dostać na staż.
- A czy...
- Juliane, dość - wtrącił pan Hans. - Dziewczyna się tylko przestraszy, a chyba tego nie chcemy.
- Nie, w porządku - uśmiechnęłam się speszona.
Kobieta i tak cały czas wręcz pożerała mnie wzrokiem. Czujnie śledziła każdy mój ruch i słowo, jakbym jej kogoś zabiła. Jego ojciec był całkowitym przeciwieństwem. Bardzo uśmiechnięty, wręcz żartowniś, obdarzony niesamowitą inteligencją. Śmiem twierdzić, że Karl wdał się bardziej w niego.
Czas w domu Geigerów upłynął mi nieubłaganie szybko, ale też przyjemnie. Mimo pewnych widocznych zgrzytów, częściowo przyjęli mnie jak swoją. Luci była wniebowzięta, kiedy że chciałam obejrzeć jej kolekcję lalek. Wow. Taka to ma dobrze... Pod koniec mojej wizyty, Karl złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego pokoju, gdzie rzekomo czekał mój prezent.
- Taka mała niespodzianka. Wiem, że bardzo chciałaś mieć ponownie kociaka, ale nie mogłaś się zebrać. Chciałem też, żeby zapełnił to puste miejsce obok Ciebie, kiedy mnie fizycznie nie ma - powiedział i wyciągnął z koszyczka małą, puchatą kulkę.
Momentalnie zaszkliły mi się oczy i wzięłam zwierzaka na ręce, całując szybko przyjaciela w policzek.
- Kotka czy kocurek? - spytał zaciekawiony.
- To chyba Ty powinieneś wiedzieć - zaśmiałam się, podnosząc do góry. - Koteczka.
Westchnął teatralnie, ale po chwili rozentuzjazmował się.
- A damy jej imię z naszej ulubionej bajki?
Jego maślane oczy patrzyły na mnie błagalnie. Jak przedszkolak.
- Błagam, Karl. Nie wypominaj mi naszych seansów! - zrobiłam obrażoną minę. - Nala?
Kiwnął głową, a ja wiedziałam, że to doskonała decyzja.


***

Kolejna przerwa, ale cóż ja poradzę. Dziś trochę przysłodziłam, mam nadzieję, że zadowoleni. Zauważyłam, że zmniejszyła się ilość czytających, co mnie niezmiernie smuci, ale co poczniem:/ Zostawiam was z tym. Enjoy xx







1 komentarz:

  1. YEEES! Nareszcie! Nawet nie wiesz ile ja czekałam na ten rozdział! Znaczy pewnie wiesz, ale ciii.
    Zastanawiam się kto dostał lepszy prezent. Czy Karl czy Melissa. I tutaj zgłaszam sprawę do prokuratury, że ja nie wiem jaka reakcja Karla na tą FIFE halo, halo tak być nie może. Nawet Rysiek się oburzył! W każdym razie sądzę, że Geiger pokazuje coraz bardziej jak mu na niej zależy i to jest takie uroczę!
    To przesłuchanie mamy Karla jest takie typowe chyba dla wszystkich mam. Ale cóż taka ich natura, że muszą "zbadać teren" chociaż wydaje mi się, że to bardziej ojcowie. Tutaj te role zostały podzielone w inny sposób hahah
    Nie będę się tutaj rozdrabniać, bo chce zostawić to na następny rozdział ( If you know what I mean haha) W każdym razie. DOBRA ROBOTA MŁODA! Żarcik.
    Wiesz, że uwielbiam to opowiadanie całym sercem i jak czytałam ten rozdział to buzia śmiała mi się jak nigdy, że mama się pytała " z czego się śmieję" a nie mogłam jej powiedzieć, bo to tajne!
    Dużo weny życzę i motywacji do pisania następnego rozdziału!
    najwierniejsza fanka,
    tościk i Rysiu ♥

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj - nie bój się, to tylko motywuje do dalszej pracy ;)