6/26/2017

Rozdział 12

Gamisch-Partenkirchen, 31 stycznia

Geiger
Po długich (trwających aż 15 minut!) i burzliwych naradach z moimi najdroższymi Freundami, doszedłem do wniosku, że stosownym zachowaniem z mojej strony będzie zaproszenie Melissy na małe, sylwestrowe przyjęcie naszej drużyny pierścienia. Chociaż pewnie i tak wszyscy skończymy na jednej sali z imprezowiczami z innych kadr. Żeby tylko Papa Schuster się nie dowiedział co się tam będzie działo... Dokładnie co roku, sytuacja wygląda tak samo - godzina 1.30, a my grzecznie w łóżeczkach leżymy. Te szlaufy stwierdziły, że w tym roku jednak nie będzie mocnych na Mariolę Niemoli, a czujność Wernera się jakoś uśpi. Skoro tak chcą, ja się chętnie dostosuję. Największą imprezową konkurencją dla nas, będą Polacy, ale ich to nawet nie ma co ścigać!
W okolicach godziny 17, w holu pojawiła się moja przyjaciółka. Odstrzeliła się jak rakieta, więc pewnie nie tylko mi będzie ciężko oderwać od niej wzroku. Gdy tylko mnie zobaczyła, uśmiechnęła się nieśmiało i przytuliła się.
- Cześć, imprezowiczko - zaśmiałem się.
- Witam - uśmiechnęła się szczerze.
Nie musiała długo czekać na uwagę reszty, bo po chwili co po niektórzy ślinili się do niej jak pieski, czekające na dobre  jedzenie. Doskonale wiedziałem, że żadna mi to konkurencja - Eisenbichler i Leyhe zajęci, a Ruchard Richard wie jak wygląda sytuacja. Zresztą on stałości nie szuka, poszukując swej jedynej na klubowych parkietach. Po pewnej chwili przypałętał się jeszcze Siegel. Wolno, bo wolno, ale kulejąc to o lepszy wynik ciężko.
- Więc Ty jesteś ta słynna Melissa... - zaczął.
- We własnej osobie - wyszczerzyła się, unosząc dumnie głowę.
- Bardzo miło Cię poznać, fajnie, że spędzisz z nami czas - wtrącił Wank.
- Będzie super zabawa - zagaił ponownie David, a ja tylko zagryzłem wargę.
Nie podoba mi się to. I to bardzo.

Melissa
Zabawa rozpoczęła się o 21, ale w okolicach 22.30, już wszyscy byli rozkręceni na dobre. Przetańczyłam swoje, znajdując coraz to nowszych partnerów do zabawy, z przeróżnych nacji. Oczywiście, nie obyło się bez łamania kilku próśb Karla. Pierwsza mówiła coś o piciu z Polakami. Mój przyjaciel zamartwiał się, że mnie przepiją. Niedoczekanie! Spędziłam z nimi dobrą godzinę... Świetni z nich ludzie, a do ich muzyki bawiłam się chyba najlepiej. Gdy tylko Horngacher nie patrzył, Żyła spod stołu polewał jakieś swoje specyfiki. Nie wiem co to było, ale działanie miało podobne do soku z gumijagód. Bawiłam się dzięki temu przednio, jednak po kilku kieliszkach musiałam przystopować i się przewietrzyć. Podziękowałam grzecznie i wstałam, w poszukiwaniu mojego przyjaciela. Nie było go ani z Richardem, ani z Andreasami. Pewnie po kątach się kryje z jakąś lalą, żebym nie widziała. Zaśmiałam się sama do siebie i wyszłam na taras. Był sporych rozmiarów, a widok, na rozlegające się góry, był iście cudowny. Zobaczyłam przy barierce Davida, więc ochoczo do niego podeszłam.
- Nie zamulaj, młody - dźgnęłam go w żebra.
- Przypomnę, że jesteśmy w tym samym wieku, młoda - uśmiechnął się.
- Czemu się nie bawisz? Jest tak fajnie!
- A tak jakoś - mruknął.
- No chooodź, ze mną nie zatańczysz?
Westchnął głośno i podał mi rękę. Popędziliśmy na parkiet, bawiąc się w szybkich rytmach niemieckiej muzyki dyskotekowej. Siegel był dobrym tancerzem, więc wywijaliśmy brawurowo. Gdy piosenka się skończyła, w tłumie wypatrzyłam twarz Geigera. No wreszcie. Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo, trzymając kieliszki z szampanem w rękach. Faktycznie, zbliżała się północ. Skinęłam głową w stronę wyjścia na taras. Byłam trochę zgrzana, ale mówi się trudno - wtedy już nie myślałam o konsekwencjach niczego, co mogę jeszcze zrobić. Chłopak odłożył szkło na stojący w rogu stolik i przykrył mnie kurtką.
- Rozchorujesz się - zganił mnie.
- Oj tam, oj tam - machnęłam ręką z nonszalanckim uśmiechem.
Na zewnątrz zgromadziła się już duża grupa zainteresowanych fajerwerkami, więc zaczęło się i odliczanie.
10...9...8...7...5..4..3..2..
I stało się coś czego bym się nie spodziewała. Usta Karla spoczęły na moich. W całym tym rozgardiaszu, odwzajemniłam pocałunek, stając lekko na palcach. To wszystko działo się tak szybko...



*** 

Wracam. Czy na dobre? Nie wiem.
PS: Andrzej też już się pisze, więc dostałam jakiegoś magicznego kopa.

1 komentarz:

  1. O nie wierzę! Kto tu wrócił? Ty wróciłaś, więc ja również :D
    Nareszcie pojawiło się coś na co długo czekałam! I nie to nie jest żaden pocałunek Melissy z Karlem. Pff skąd Ci to wgl przyszło na myśl? NARESZCIE POJAWIŁ SIĘ ŻYŁA! Człowiek, który powinien być tu od dawna! Tyle Cię błagałam i jeeest! Król impreeez. Hahahah nie a tak serio, to nie ma co kłamać. TAK DŁUGO NA TO CZEKAŁAM, ŻEBY TO SIĘ STAŁO! Karl nie mógł wybrać lepszego momentu naprawdę! Co nie zmienia faktu, że nadal nie mam pojęcia co ten Geiger dał na święta. A nie ukrywam, że miło by wiedzieć cóż to podarował wybrance która skradła jego serce. Cieszę się bardzo, że akcja się rozkręca. Pomału, bo pomału ale to dodaje uroku, że chciałoby się więcej! Więc mordeczko do roboty i lecisz już nad zarysem następnego rozdziału. A o Stękim to ja się już nie mogę doczekać proszę pani!
    Dużo weny kochana xx

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj - nie bój się, to tylko motywuje do dalszej pracy ;)