Melissa
Stojąc na tych schodach, czułam jak wstyd rozpala mnie do czerwoności. Gdyby Lotta nie była tak słodką i niewinną blondyneczką, to byłoby źle. Za to Wellinger nie jest słodki i niewinny, choć blondyn, więc w bliżej nieokreślonym czasie, w moim notatniku będzie widniał na pierwszym miejscu listy do odstrzału. Z moich ust poleciało ciche scheiße, ale szybko ugryzłam się w język, po przypomniałam sobie, że nadal trzymam na rękach dziecko, które jeszcze by się nauczyło kląć jak ciotka.
Sytuację uratował Karl, który uścisnął dłoń małej Charlotte.
- Tak, jestem wujek Karl. Miło mi - uśmiechnął się promiennie.
- A ja jestem wujek Andreas! - obudził się w porę Wellinger.
- No, już szczęśliwa? To idziemy do mamy. Chyba dość już podróży na dziś - wtrąciłam szybko, wymijając chłopaków na schodach.
Już miałam wchodzić do mieszkania, gdy usłyszałam jeszcze swoje imię.
- Meli - zawołał Geiger. - Za godzinę u nas?
- Zgoda - skinęłam głową i opuściłam klatkę schodową.
Stojąc na tych schodach, czułam jak wstyd rozpala mnie do czerwoności. Gdyby Lotta nie była tak słodką i niewinną blondyneczką, to byłoby źle. Za to Wellinger nie jest słodki i niewinny, choć blondyn, więc w bliżej nieokreślonym czasie, w moim notatniku będzie widniał na pierwszym miejscu listy do odstrzału. Z moich ust poleciało ciche scheiße, ale szybko ugryzłam się w język, po przypomniałam sobie, że nadal trzymam na rękach dziecko, które jeszcze by się nauczyło kląć jak ciotka.
Sytuację uratował Karl, który uścisnął dłoń małej Charlotte.
- Tak, jestem wujek Karl. Miło mi - uśmiechnął się promiennie.
- A ja jestem wujek Andreas! - obudził się w porę Wellinger.
- No, już szczęśliwa? To idziemy do mamy. Chyba dość już podróży na dziś - wtrąciłam szybko, wymijając chłopaków na schodach.
Już miałam wchodzić do mieszkania, gdy usłyszałam jeszcze swoje imię.
- Meli - zawołał Geiger. - Za godzinę u nas?
- Zgoda - skinęłam głową i opuściłam klatkę schodową.
Geiger
Podłamany Wellinger, to zły Wellinger. Przekonałem się o tym już wiele razy, ale teraz to było istne apogeum. Usłyszałem już chyba wszystkie wersje jego pesymistycznych planów. Biedna Ruth, potrzebuje wsparcia, a dostaje same bury od tego cioty. Dlatego potrzebowaliśmy rady Meli. To znaczy, on potrzebował. Dziewczyna na szczęście przyszła z pomocą w czas, szybko rozsiadając się na kanapie.
- Więc? - spytała, spoglądając na mnie pytająco.
- Niech Andi ci opowie, co zmajstrował... - westchnąłem głośno, krzyżując ręce na piersi.
- Umieram z ciekawości!
Wellinger usiadł na skraju fotela, nerwowo bawiąc się palcami. Pokręcił głową, więc zmuszony byłem kontynuować za niego. Świetnie.
- Sprawił sobie małego Wellingera lub Wellingerkę. Ba, żeby było mało: Chce zostawić Ruth albo dać jej pieniądze na usunięcie dziecka.
Obserwowałem spokojnie reakcję przyjaciółki. Oczy jej się powiększyły chyba ze 3 razy, a usta otwarły. Chyba ktoś tu też nie wie, co powiedzieć. - Zaskoczyłeś mnie, Andreasie Wellingerze. Rozumiem, że jesteś w szoku, w końcu nie codziennie dowiaduje się o tym, że będzie się miało pierwsze dziecko.
Zaczęła tak spokojnie, że aż pomyślałem, że podmienili mi moją Melissę. Szybko jednak wszystko wróciło do normy. Uff.
- Jednak... Czy ty jesteś do jasnej pały normalny?! Chcesz ją zostawić? Samą, na pastwę losu? Albo zabić dziecko? To jest chore. Jesteś głupi.
Obserwowałem z zaciekawieniem jej wybuch. Wygląda tak zabawnie, gdy się denerwuje.
- Melissa... - szepnął Wellinger.
- Pchałeś w nocy, pchaj i w dzień, mój drogi.
- Ale... jak sobie z tym poradzimy?
- Nauczycie się po prostu normalnego, ludzkiego życia. Amen.
Miałem ochotę wstać i zacząć klaskać. Co jak co, ale słowa Melissy były wyjątkowo dobitne i chyba do tego ciołka dotarły. Ze łzami w oczach wstał i ją przytulił. Ach, słodko.
- Zawsze możecie na mnie liczyć, jeśli będziecie czegoś potrzebować - szepnęła.
Aż żal było się nie dołączyć.
- Nie zapominajcie też o najlepszym wujku Karlu!
Podłamany Wellinger, to zły Wellinger. Przekonałem się o tym już wiele razy, ale teraz to było istne apogeum. Usłyszałem już chyba wszystkie wersje jego pesymistycznych planów. Biedna Ruth, potrzebuje wsparcia, a dostaje same bury od tego cioty. Dlatego potrzebowaliśmy rady Meli. To znaczy, on potrzebował. Dziewczyna na szczęście przyszła z pomocą w czas, szybko rozsiadając się na kanapie.
- Więc? - spytała, spoglądając na mnie pytająco.
- Niech Andi ci opowie, co zmajstrował... - westchnąłem głośno, krzyżując ręce na piersi.
- Umieram z ciekawości!
Wellinger usiadł na skraju fotela, nerwowo bawiąc się palcami. Pokręcił głową, więc zmuszony byłem kontynuować za niego. Świetnie.
- Sprawił sobie małego Wellingera lub Wellingerkę. Ba, żeby było mało: Chce zostawić Ruth albo dać jej pieniądze na usunięcie dziecka.
Obserwowałem spokojnie reakcję przyjaciółki. Oczy jej się powiększyły chyba ze 3 razy, a usta otwarły. Chyba ktoś tu też nie wie, co powiedzieć. - Zaskoczyłeś mnie, Andreasie Wellingerze. Rozumiem, że jesteś w szoku, w końcu nie codziennie dowiaduje się o tym, że będzie się miało pierwsze dziecko.
Zaczęła tak spokojnie, że aż pomyślałem, że podmienili mi moją Melissę. Szybko jednak wszystko wróciło do normy. Uff.
- Jednak... Czy ty jesteś do jasnej pały normalny?! Chcesz ją zostawić? Samą, na pastwę losu? Albo zabić dziecko? To jest chore. Jesteś głupi.
Obserwowałem z zaciekawieniem jej wybuch. Wygląda tak zabawnie, gdy się denerwuje.
- Melissa... - szepnął Wellinger.
- Pchałeś w nocy, pchaj i w dzień, mój drogi.
- Ale... jak sobie z tym poradzimy?
- Nauczycie się po prostu normalnego, ludzkiego życia. Amen.
Miałem ochotę wstać i zacząć klaskać. Co jak co, ale słowa Melissy były wyjątkowo dobitne i chyba do tego ciołka dotarły. Ze łzami w oczach wstał i ją przytulił. Ach, słodko.
- Zawsze możecie na mnie liczyć, jeśli będziecie czegoś potrzebować - szepnęła.
Aż żal było się nie dołączyć.
- Nie zapominajcie też o najlepszym wujku Karlu!
Ingrid
Ten rudowłosy chłopak mnie zaintrygował. Wydaje mi się, że skądś go kojarzę. Nie tylko z telewizji, ale możliwe, że ze szkoły... Tak! Był taki! Nawet mój rocznik.
Ciekawe, po co tak pilnie potrzebowali mojej siostrzyczki. Ona teraz taka jakby podniesiona na duchu chodzi. Wydaje mi się, że coś wisi w powietrzu. Jednak może... Chyba powinnam wybadać teren.
Przystojny jest.
Miły też się wydaje.
Dobry materiał.
Tylko na kogo?
Z rozmyślań wybudził mnie donośny głos babci, przebywającej w kuchni.
- Wnusiu, kawa mi się skończyła! Skoczyłabyś może do sąsiadów po kilka łyżeczek? Melissa jest w szkole, a ty jesteś szybciutka.
Idealna okazja. Będzie 1:0 dla Ingrid.
- Pewnie babciu!
Nie zwlekając, wyszłam z mieszkania, szybko truchtając po schodach ze szklanką w ręku. Po krótkiej chwili stałam już pod mieszkaniem numer 7. Zapukałam delikatnie, a drzwi otworzył mi właśnie Karl. Lepiej być nie mogło.
- Czy mogłabym pożyczyć trochę kawy?
- Pewnie. Wejdź - uśmiechnął się promiennie.
Chyba już wiem, co młoda w nim widzi.
- Ładnie tu macie. Mimo, że chyba brakuje wam tu kobiecej ręki.
- E tam brak! Dajemy radę. Czasem pomoże moja siostra, czasem dziewczyna Andiego. Melissa też bardzo lubi przerządzać i ustawiać - stwierdził, a po chwili zatrzymał się, jakby o czymś zapomniał. - Przepraszam, że tak z głupa, ale Ty masz na imię Ingrid, prawda?
- Owszem. Ten krasnal już pewnie o mnie naopowiadał?
- Wspominała kilka razy, oczywiście z pozytywnym wybrzmieniem - zaśmiał się. - Ale skądś jeszcze cię kojarzę, przypominasz mi kogoś... Chodziłaś przez jakiś czas do szkoły w Oberstdorfie?
- Tak, całą pierwszą klasę szkoły średniej. Też właśnie skojarzyłam Twoją twarz, najwidoczniej poprawnie.
Nim się obejrzałam, minęło już dobre dziesięć minut, a od co najmniej pięciu, na stole stała napełniona kawą szklanka. Podziękowałam ładnie i skierowałam się do wyjścia. Stop. Odwróciłam się szybko.
- Wiesz... Może kiedyś pójdziemy na kawę? - palnęłam nagle.
- Czemu by nie?
No i pięknie, Ingrid.
***
Z małym opóźnieniem, ale planowo wjeżdża jeszcze w niedzielę. Miałam mały kryzys, ale podołałam. Zachęcam do komentowania, podsyłania innym jeśli się nadaje... Będzie mi bardzo miło :) Enjoy xx
PS. Linki do swoich aktualizacji proszę zostawiać w SPAMie. Wpadnę, gdy tylko znajdę czas!
Ten rudowłosy chłopak mnie zaintrygował. Wydaje mi się, że skądś go kojarzę. Nie tylko z telewizji, ale możliwe, że ze szkoły... Tak! Był taki! Nawet mój rocznik.
Ciekawe, po co tak pilnie potrzebowali mojej siostrzyczki. Ona teraz taka jakby podniesiona na duchu chodzi. Wydaje mi się, że coś wisi w powietrzu. Jednak może... Chyba powinnam wybadać teren.
Przystojny jest.
Miły też się wydaje.
Dobry materiał.
Tylko na kogo?
Z rozmyślań wybudził mnie donośny głos babci, przebywającej w kuchni.
- Wnusiu, kawa mi się skończyła! Skoczyłabyś może do sąsiadów po kilka łyżeczek? Melissa jest w szkole, a ty jesteś szybciutka.
Idealna okazja. Będzie 1:0 dla Ingrid.
- Pewnie babciu!
Nie zwlekając, wyszłam z mieszkania, szybko truchtając po schodach ze szklanką w ręku. Po krótkiej chwili stałam już pod mieszkaniem numer 7. Zapukałam delikatnie, a drzwi otworzył mi właśnie Karl. Lepiej być nie mogło.
- Czy mogłabym pożyczyć trochę kawy?
- Pewnie. Wejdź - uśmiechnął się promiennie.
Chyba już wiem, co młoda w nim widzi.
- Ładnie tu macie. Mimo, że chyba brakuje wam tu kobiecej ręki.
- E tam brak! Dajemy radę. Czasem pomoże moja siostra, czasem dziewczyna Andiego. Melissa też bardzo lubi przerządzać i ustawiać - stwierdził, a po chwili zatrzymał się, jakby o czymś zapomniał. - Przepraszam, że tak z głupa, ale Ty masz na imię Ingrid, prawda?
- Owszem. Ten krasnal już pewnie o mnie naopowiadał?
- Wspominała kilka razy, oczywiście z pozytywnym wybrzmieniem - zaśmiał się. - Ale skądś jeszcze cię kojarzę, przypominasz mi kogoś... Chodziłaś przez jakiś czas do szkoły w Oberstdorfie?
- Tak, całą pierwszą klasę szkoły średniej. Też właśnie skojarzyłam Twoją twarz, najwidoczniej poprawnie.
Nim się obejrzałam, minęło już dobre dziesięć minut, a od co najmniej pięciu, na stole stała napełniona kawą szklanka. Podziękowałam ładnie i skierowałam się do wyjścia. Stop. Odwróciłam się szybko.
- Wiesz... Może kiedyś pójdziemy na kawę? - palnęłam nagle.
- Czemu by nie?
No i pięknie, Ingrid.
***
Z małym opóźnieniem, ale planowo wjeżdża jeszcze w niedzielę. Miałam mały kryzys, ale podołałam. Zachęcam do komentowania, podsyłania innym jeśli się nadaje... Będzie mi bardzo miło :) Enjoy xx
PS. Linki do swoich aktualizacji proszę zostawiać w SPAMie. Wpadnę, gdy tylko znajdę czas!
Naprawdę lubię jak piszesz :) Szczerze? Nie polubiłam Ingrid. Mam wrażenie, że okaże się małą przebiegłą zołzą.
OdpowiedzUsuńA co do opo u mnie, to kto to widział, żeby życie było cukierkowe? No drama - no life. ;)
Chciałam zacząć jakoś komentować to z sensem, ale ostatecznie to nie dla mnie haha mniejsza. Rozdział jest nawet nie wiem jak to opisać, bez przekleństw, więc rozumiesz. Nie no takie żarciki z rana. Rozdział jest GENIALNY. Serio :D Czytałam Go z takim uśmiechem na twarzy jak nigdy :D
OdpowiedzUsuńWujek Karl i wujek Andreas! To brzmi tak uroczo a jednocześnie śmiesznie hahahaha Karl znowu taki władczy " Za godzinę u nas?" a jakieś "proszę" albo "jeśli masz czas" to co? Nic nie bolą takie słowa naprawdę Karl nic nie boli.
Wellinger, Wellinger los chce z Tobą grać w pokera. Raz Ci daje raz zabiera XDDD Zamiast być przy Ruth to on zachowuje się jak jakaś ostatnia cipa lekko mówiąc. Myślałam, że Andi będzie nieco mądrzejszy do tych decyzji i nawet nie wiem jak się mogłam tak mylić. Oczywiście przeszło mi przez myśl, że może zostawić Ruth, ale nie żeby dawaj jej pieniądze na usunięcie! Na głowę upadł i to jak mamusie kocham. To, że jest w ciąży jego dziewczyna nie zdziwiło mnie tak bardzo jak to co chce poczynić, moja reakcja zapewne była bardzo podobna do Meli. Chociaż po tym krótkim dialogu między nimi mogę wywnioskować, że Andreas nie chce opuszczać ani Ruth ani usuwać dziecka, ale boi się odpowiedzialności, która na niego spadnie. Takie są skutki tego co zrobiliśmy i nic z tym za bardzo nie mamy co zrobić. Co więcej mam nadzieję, że Melissa przemówiła mu do tego łba i podejmie dobrą decyzję a nie jakąś głupią.
I została Ingrid. Nie mam zielonego pojęcia co ona knuje, ale nie podoba mi się. Nic do niej nie mam, bo wydaję się dobrą siostrą, ale jak to mówią pozory mogą mylić. I nie rozumiem co to ma znaczyć "1:0 dla Ingrid" przecież o chłopaka nie ma żadnych zawodów, a to że chodzili razem przez jakiś czas razem do szkoły nie daje jej żadnego pierwszeństwa czy czegoś z tym związanego. Zastanawia mnie czy to wyjście na kawę, może znaczyć coś więcej dla Ingrid i czy sprawy nie zajdą za daleko, ale nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat, tylko poczekam do następnego rozdziału!
Dobra robota głupolu i trzymaj tak dalej! ♥
Uwielbiam twój styl pisania! No i w końcu coś o Geigerze, którego tak strasznie lubię. 8) Czekam na kolejne rozdziały!
OdpowiedzUsuń