Geiger
No przecież ja tego Wellingera zabiję. Wywiozę gdzieś do San Escobaru, zmienię zamki w mieszkaniu i nie wpuszczę nawet jak będzie błagał na kolanach, jak piesek. Ta blondwłosa małpa przebrzydła, rozpuściła plotę o mnie i Melissie. O zgrozo, gdyby to jeszcze była prawda...
- Widzisz? Teraz musisz się wziąć za siebie i pokazać na co cię stać - zaśmiał się.
Nie miałem siły, by chociażby się odezwać. Rzuciłem jedynie w niego plecakiem, próbując trochę ochłonąć.
- Komu powiedziałeś? - spytałem, nadal nerwowo.
- Ale spokojnie Karl. Nie tak gwałtownie.
- Nie gwałtownie, nie gwałtownie... Nie da się nie gwałtownie.
- Wie Markus i Wank.
- Czyli w tej chwili już pewnie wiedzą wszyscy. Genialnie... - westchnąłem głośno. - Spróbuj to jakoś odkręcić, błagam. Nie będę miał przez was życia.
- Zdarza się - zaśmiał się, a ja jedynie pokręciłem głową.
Co z niego wyrośnie?
Melissa
Z samego rana wstałam (z własnej woli!), by zrobić śniadanie. Kanapki się same nie posmarują, mleko na kakao nie ugotuje. A bez kakao, byłby istny płacz i zgrzytanie zębów, a tego chyba nikt o tej porze nie chciał. Złota zasada rodziny Vollerów - Lotta nie odpuści. Nie mam pojęcia, dlaczego moja siostra ją tak wychowała. Ale cóż. Sama pod sobą dołki kopie.
Skoro jesteśmy przy Ingrid. Po około 15 minutach wstała, by na ostatnią chwilę pomóc mi rozstawić wszystko na stole. Charlotte już oglądała bajki, cierpliwie wyczekując posiłku. Na babcię długo nie czekałyśmy. Wstała szybko, więc można było konsumować. Oj, dawno nie byłam przy tak rodzinnym stole.
- No to opowiedz Melissa, jak tam studia? - zaczęła Ingrid.
- Studia jak studia. Nic nadzwyczajnego - odpowiedziałam zlewczo, bo nie był to temat, na który mówiłabym godzinami.
- A masz kogoś?
- Nie - szybko pokręciłam głową.
- Melisko, nie kłam. Ostatnio tak często wychodzisz do tych chłopców co tak skakają w telewizji. Masz ty tam kogo?
No jasny pieron. Babcia to zaraz będzie miała jesień swojej epoki, jak piśnie choć jedno słowo.
- Czemu się nie chwaliłaś? - spytała siostra, uśmiechając się badawczo.
- Bo. Nikogo. Nie mam - powiedziałam, z wręcz stoickim spokojem.
W tej samej chwili, mój stojący na stole telefon zawibrował. Na wyświetlaczu - Karl. Nie odzywał się przez tydzień, to go czorty nagle przysłały. Tylko dlaczego w tym momencie...
- Może odbierzesz? - zaśmiała się siostra. - Kolega dzwoni.
- Nie ważne.
- Może jednak?
- Jak się coś stało, to będzie się dobijał, Ingrid.
- Ciocia, a pójdziesz ze mną dziś na spacer? - wtrąciła Charlotte, wyraźnie znudzona naszą wymianą zdań.
- Myślę, że da się załatwić, brzdącu. - poczochrałam jej blond włosy, a dziewczynka się uśmiechnęła.
Mała rozrabiaka.
Wellinger
Po powrocie do Monachium, mieliśmy dwa tygodnie czasu na regenerację, przed wyjazdem do Norwegii. Chciałem je wykorzystać jak najlepiej, jednak plany od razu skomplikowały mi się, po SMSie od Ruth.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, co żeśmy najlepszego zmajstrowali... Dopiero Karl, gdy wyjął telefon z mojej zesztywniałej ręki i odczytał wiadomość, postanowił mnie uświadomić.
- Czyli to pewne?
- Kurwa Karl, a nie umiesz czytać? Coś tu jest nie jasne?
Trochę na niego naskoczyłem. Zbytnio.
- Co ja mam teraz zrobić?
- Chodź.
Przyjaciel złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć po schodach, prosto ku mieszkaniu numer 5. Zadzwoniliśmy dzwonkiem, a po chwili, otworzyła nam piękna, blond włosa dziewczyna. Na oko 22 lata. Karlowi to się oczy tak zaświeciły, jak chyba nigdy.
- Um... Hej. Jest może Melissa? - zacząłem, bo ten ciołek nie był w stanie wydusić z siebie słowa.
- Wyszła na chwilę, ale za kilka minut powinna wrócić. Coś przekazać?
- Nie - pokręciłem głową, bo usłyszałem trzask drzwi na dole. - Chyba już nie trzeba.
Dziewczyna uśmiechnęła się tylko promiennie i przymknęła mieszkanie.
Po chwili Geigera z letargu wyrwała brązowa czupryna, wywlekająca się po schodach z blondwłosym maluchem.
- Twoje? Gdzie sobie takie sprawiłaś? - zaśmiał się od razu.
Czyżby podryw na dziecko?
- A no wiesz, czasem na targu okazyjnie sprzedają. To pomyślałam, że czemu by nie kupić?
- Cy to ten Karl? - spytała dziewczynka, wskazując palcem na mojego towarzysza.
No to widzę, że fajnie się u Vollerów bawią. Dawno się chyba tak nie uśmiałem tak, jak z ich min w tamtym momencie.
***
Przewidywałam niedzielę, jako dzień regularnego dodawania, ale skoro zaczęłam ferie, wrzucam już dziś! Czytajcie, komentujcie, jeśli się podoba - polecajcie. Zostawiam was na kolejny tydzień oczekiwania z tym oto pięknym zdjęciem dojcz teamu ft. Kamil. Enjoy xx
Ale się ten Wellinger wpakował, no ale cóż jak się najpierw robi potem myśli to tak jest XD( Mądry Polak po szkodzie xd) A co do tego co powiedziała Charlotte to ja już kocham to dziecko i wydaje mi się że też bym zaczęła się śmiać. Z każdym rozdziałem podoba mi się coraz bardziej to opowiadanie :D i motywuje Cię do pracy tym właśnie o to komentarzem :D ❤
OdpowiedzUsuńooo chyba mnie wciągnęłaś, więc lecę nadrobić pozostałe rozdziały ;*
OdpowiedzUsuńZapraszam na mój blog o Tande i Durmie http://hey-a-ngel.blogspot.com/
Fajne :) zapraszam do siebie http://runoflove.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńU mnie nowy rozdział :) 3.
OdpowiedzUsuńPiszę jak szalona, więc jest i nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńhttp://runoflove.blogspot.com/2017/02/4-ja-nie-gryze.html
Nie wiem czy widziałaś, ale jest już 5. ;) http://runoflove.blogspot.com/2017/02/5-wczoraj-mowias-co-innego.html
OdpowiedzUsuńU mnie nowość. Zapraszam :* http://runoflove.blogspot.com/2017/02/6-all-in.html
OdpowiedzUsuń