1/22/2017

Rozdział 4

Melissa
Ostatni pobyt pod 7 pozwolił nam zacieśnić więzi. Powiem szczerze - wariaty z nich niemiłosierne, ale co do sesji psychologicznych, to niezastąpieni. Kawa Andreasa powala na kolana, więc rozmowom nie było końca.
- No faktycznie, z jej strony to trochę przesada - zareagował Karl, kręcąc głową.
- Trochę? - popatrzyłam na niego pobłażliwie.
- Trochę bardzo. A co na to Twoja mama? Nie może z nią porozmawiać?
- Z mamą kontakt mam... Słaby. Myślisz, że tylko dla studiów mieszkam w Monachium? Rodzice są dawno rozwiedzeni, mama ma kogoś na poważnie, tata pewnie też, a ja się czułam jak odrzutek tylko. Więc po co im tam miałam zawadzać? - westchnęłam cicho.
- Meli, jesteś jej córką. Absolutnie, pod żadnym pozorem, nie zawadzałabyś jej. Ewentualnie tylko miałabyś poczucie nieswojości, ale myślę, że to mija.
- Moi rodzice też się rozwiedli, ale mimo wszystko nie mam już problemu z tym wszystkim. Owszem, z początku było ciężko. Może powinnaś po prostu zaakceptować wybór? - dorzucił Andreas.
- Może powinnam... Córka marnotrawna, super.
- Przynajmniej już wiesz, że nie zrobiłaś dobrze. No, a teraz chodź na ciastko.
- Czy ty chcesz ją otruć? - zaśmiał się Karl.
- Moje wypieki nie są takie tragiczne, no ej.
- Tylko przez nie zdechł ci chomik...
- To ja chyba podziękuję - wtrąciłam.
- On po prostu nie mógł jeść słodkiego! Ciasto naprawdę jest smaczne!
- 1:0, Wellinger - szepnął cicho Karl, wystawiając język blondynowi.
Dzieciarnia.

Geiger
Pośmialiśmy się, to do roboty. Znów zgrupowanie latającego cyrku. Oh, jak ja za tym tęskniłem... Na wstępie, zaraz na hotelowej recepcji, przywitał mnie Richard. Nie żeby coś, ten facet ma x lat, a rzucił się na mnie jak hotki na naszego biednego Andiego.
- Ryś, czy ty masz rozum i godność człowieka? - zapytałem, wybuchając śmiechem.
- A i owszem, panie "studiuję w Monachium". Trochę dawno się nie widzieliśmy.
- Nie, nie... Miesiąc to przecież tak długo... - odpowiedziałem ironicznie.
- No nie zgrywaj się już, kolego - zaśmiał się.
Brakowało mi tego.
Zaraz za nim przemknął Schuster. Ach, za nim to chyba tęskniłem najbardziej...
- Karl! Zmotywowany do roboty?
- Oczywiście, trenerze! Jakżeby inaczej mogło być!
- To dobrze, bo sezon się zbliża wielkimi krokami. Liczę na to, że zostaniesz w kadrze A.
Oj, nawet nie wiesz jakbym chciał...
Udałem się do przydzielonego mi pokoju. O dziwo, tym razem wpadłem na Markusa. Będzie wesoło.
- No, lovelas wreszcie przyjechał!
Położyłem bagaż obok łóżka i przybiłem sztamę z kolegą.
- Kolejny, co tak strasznie "tęsknił"? - zaśmiałem się.
Co im się stało?
Postanowiłem, że się przejdę rozprostować kości. Dawno w tych stronach nie byłem. Wziąłem tylko słuchawki i telefon. Przy wyjściu przywitałem się tylko przelotnie z Stephanem i wyszedłem z ośrodka. Odpaliłem jedną z piosenek, które podrzuciła mi Meli.
Właśnie, Meli...
Po ostatniej wizycie nasze stosunki się rozluźniły. Wspólny film, wyżalanie... Nie ważne, że był z nami jeszcze Wellinger. Ten szczyl się nie liczy. Ma swoją pannę, niech jej pilnuje. Voller niech zostanie dla mnie.

Melissa
2 dni. Jeszcze dwa dni. Do tej pory zero wiadomości.
Wykłady jak zwykle nudzą, więc nawet nie miałam chęci wstawać z łóżka. Niestety musiałam. Motywował mnie jedynie fakt, że dziś, po ponad roku, przyjeżdża Ingrid, razem z Charlotte. Zobowiązałam się odebrać je ze stacji, bo babcia postanowiła, że zrobi generalne porządki.
Zaraz po doskonale przespanych zajęciach, wybiegłam z Bianką z uczelni. Postanowiła, że odprowadzi mnie choć trochę.
- Nadal nie napisał?
Pokręciłam przecząco głową.
- A to palant...
- Może nie ma czasu? W końcu zgrupowanie kadry, pewnie cały czas mają treningi.
- Zbytnio go usprawiedliwiasz Lisa. Tak nie można.
- No Bianka, no... Nie można całe życie być zaciętą feministką.
Voller, punkt dla Ciebie. Wreszcie jakaś mądra sentencja.
Dotarłyśmy bezpiecznie na dworzec kolejowy, równo z przyjazdem pociągu relacji Berlin-Monachium. Wyszłam na peron, wypatrując małej, blond czuprynki. Po chwili poczułam małego człowieczka, przyklejacego się do mojej nogi.
- Ciocia!

***

Przejściówka, jak zwykle nic specjalnego. Euforia po Zakopanem trzyma, więc się tworzy. Enjoy xx

PS. Pozdrawiam Tościka, która zmotywowała mnie do wyrobienia się na dziś💖

1 komentarz:

  1. Ja to czekam na jakieś rozwinięcie się tutaj akcji. :D Te twoje wypociny ( mam Ci załatwić paprykę marynowaną od Piotrka? Jakieś wtyki się znajdą, żeby wena była lepsza XDD) że tak ujmę nie są złe dobrze o tym wiesz, bo mówiłam Ci jak przeczytałam pierwszą część. Akcja się rozwija powoli :D i to cieszy, że nie jest tak jak wszędzie, że w czwartym czy szóstym albo i ósmym rozdziale są już razem i zdążyli się pokłócić z tysiąc pięćset sto dziewięćset razy. W każdym razie to się tutaj ceni bardzo i ty zdajesz sobie z tego sprawę.
    Bardzo podoba mi się moment z perspektywy Karla i mam nadzieję, że będzie ich nie tyle co więcej ale że będą o wiele dłuższe :D Te śmieszki między Geigerem a Andreasem są świetne i mam nadzieję, że co rozdział to będą jeszcze śmieszniejsze ( jakby co służę pomocą XDXD) i co ja tutaj mogę Ci jeszcze napisać? O wiem! Aby każdy następny rozdział był lepszy niż następny! ♥
    Motywować Cię będę i ten tydzień aby na niedziele następną był i to o wiele dłuższy! ♥ :)

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj - nie bój się, to tylko motywuje do dalszej pracy ;)