Geiger
Minęły już 3 tygodnie od tego nieszczęsnego spotkania. Wreszcie coś mi wyszło, a nawet uratowałem komuś życie! Zapowiadało się ciekawie... ale wyszło jak zawsze. Nie miałem odwagi nawiązać jakichkolwiek większych kontaktów towarzyskich. Ja. Nie miałem odwagi. To się nie dzieje... Melissa też nie wyglądała na jakoś bardziej zainteresowaną, więc jak doradził mi Andreas - postanowiłem sobie odpuścić. A żeby to jeszcze było takie łatwe... Oj głupiś Ty, Geiger! Do tego zbliżało się zgrupowanie latającego cyrku. A ja? Miałem serdecznie wszystkiego dość. Może jednak jak Werni da trochę popalić to wyleczę się z tego cholernego myślenia?
Melissa
Karl, bo tak miał na imię ten "bohater", okazał się być sympatyczny. Moje uprzedzenia po raz kolejny okazały się niesłuszne. Może zmienię w końcu tą taktykę? Odprowadził mnie pod samiutkie drzwi! To nie tak, że miał je po drodze... Gdy tylko babcia się dowiedziała, o tym, że mogła mi się stać krzywda, zabroniła mi wychodzić z domu. Mam 20 lat i jeszcze chce rządzić mną rodzicielka mojej mamy... Niedoczekanie.
- Babciu, ale nic mi się przecież nie stało! - jęknęłam poirytowana.
- Ale mogło. Obiecałam mieć Cię na oku.
- Jednak troszeczkę przesadzasz! - krzyknęłam i wyszłam z mieszkania.
Zeszłam na dół klatki, usiadłam na schodach i próbowałam ochłonąć. Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
Spokojnie, Melissa.
Jeszcze tylko pół roku. Kończy się wtedy umowa o wynajem mieszkania taty, przeprowadzam się i mam święty spokój. Z tych nerwów zaczęło mną trzepać. To znak, że czas na fajkę. Wyszłam przed drzwi i odpaliłam papierosa. Nie ważne, że bez kurtki, w cienkiej bluzie i kapciach.
- Melissa? Co ty tu do cholery robisz tak ubrana? - spytał przechodzący akurat obok mnie Andreas.
Tak, jego też już poznałam. Wbrew pozorom i opinii publicznej, okazał się być całkiem miły. A może tylko udawał?
- Nic takiego.
- Masz na sobie tylko bluzę. Rozchorujesz się.
- Kolejny ma zamiar zostać moją matką?
Świetnie. Byłam tak wkurzona, że wręcz ciskałam piorunami z moich oczu. Skiepowałam i weszłam do środka, trzaskając drzwiami przed nosem blondyna. Wywlokłam się powoli na drugie piętro, ale uparciuch jeden mnie dogonił.
- Jeśli Cię coś gryzie, to wpadnij pod 7. Profesjonalna poradnia psychologiczna czynna jest 24 godziny, przez 7 dni w tygodniu, odliczając częste urlopy pracowników.
Pokręciłam głową z przekornym uśmiechem. Ten to umie bajerować.
Geiger
Postanowiłem zrobić sobie kawę. Młodego nie było już z dwie godziny, więc uznałem, że pewnie nie wróci przez kolejne dwie. Ja, kawa i jakieś nudnawe seriale w telewizji. Idealne popołudnie. Jednak troszkę się przeliczyłem, bo nagle mój spokój został zakłócony. A niech Cię, Andreasie Wellingerze! I... Melisso?
- Przyszliśmy po kolędzie - zaczął chłopak.
- Jest październik, patafianie.
- Nie przeszkadzam? - spytała szatynka, wyjątkowo potulna jak baranek.
Zerwałem się szybko do siadu, próbując przełączyć ten głupi telewizor. Złośliwość rzeczy martwych...
- Absolutnie nie - uśmiechnąłem się, nieco speszony, klikając w ten pilot jak jakiś wariat.
- Oglądasz takie telenowele jak moja babcia - zaśmiała się, a ja zdałem sobie sprawę, jakim przegrywem jestem. - Chyba byście się dogadali, jednak wolałabym Ci tego oszczędzić.
- Przecież twoja babcia jest bardzo sympatyczna i opiekuńcza - wtrącił Wellinger.
- I tu się pojawia problem z niedoprecyzowaniem definicji. Nadopiekuńcza, jak już.
- Aż tak źle? - uniosłem brwi z zaciekawienia.
Skinąłem ręką, by usiadła na sofie, a sam zacząłem ogarniać trochę stolik.
- To może ja zrobię naszą ulubioną kawę! - zażartował Andi.
***
Bang bang! Nikt się mnie o tej porze nie spodziewał, ale przybywam z świeżym rozdziałem. Speszony Karl i lekcje prawidłowego oddychania. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zagryzie, więc: Enjoy xx
Nadopiekuńcza babcia - zarazem irytujące i kochane cechy niektórych babć. Współczuję trochę Melissie, ale przecież nie ma tego złego, bo by na dobre nie wyszło, prawda? :D
OdpowiedzUsuńSpeszony Karl jest uroczy, naprawdę!
Podoba mi się tutaj, więc zostanę na dłużej. Mogłabyś informować mnie o nowościach? ^^
Pozdrawiam serdecznie, a także zapraszam do siebie, a raczej do Stefana Krafta: https://similarities-and-differences.blogspot.com/ :3
Oczywiście! Masz twitter, czy wolisz gdzieś indziej?
Usuń